Mateusz - świadectwo
Terapia 2013-2015 Zyski z terapii uzależnień w MiM
Terapia w MiM była dla mnie etapem przełomowym w perspektywie całego mojego dotychczasowego życia. Otrzymałem nowe spojrzenie na siebie oraz narzędzia do podtrzymywania trzeźwości.
Otrzymałem nowe znajomości oparte w dużym stopniu na prawdzie, odwadze i bliskości.
Terapuci MiM otworzyli mi drzi do świata duchowego. Początkowo opierałem się. Nie czułem związku duchowości z uzależnieniem od seksu. Z czasem uznałem, że to dla mnie filar zdrowienia i spoiwo z innymi ludźmi, których do zdrowienia potrzebuję jak powietrza.
Niby przez ponad 30 lat nałogu dbałem o ciało, ale podczas terapii przedefiniowałem znaczenie słowa dobrostan. Napięcie związane z maniakalnym dbaniem o wygląd i wyniki w sporcie, ustąpiło na rzecz dobrego samopoczucia i poszanowania ciała. Zaczął się u mnie
proces akceptacji ciała, które jest dla mnie także źródłem informacji. W ciele odczuwam to co wewnątrz jak i na zewnątrz mnie. Nie zamartwiam się już o ciało, które jest częścią mnie, nie całym mną.
Zmiany we mnie pozwoliły mi otworzyć się na moich synów. Jestem ciekaw kim oni są. Staram się mniej wymagać, więcej akceptować. Pokazałem im siebie od słabej strony, co mnie zbliżyło szczególnie ze starszym synem. Przeżyłem też smutek w związku z zalęknioną i krytyczną częścią, która była ich ojcem przez kilkanaście lat.
Zmienił się mój stosunek do zwierząt. Uznałem, że koty z którymi mieszkam nie są moją własnością. Coś im daję i coś od nich dostaję. Opiekujemy się sobą nawzajem. Wyciągnąłem bolesne sprawy z dzieciństwa przed mojego ojca. Początkowa potrzeba mówienia o tym ustąpiła i dziś staramy się z ojcem, który w części uznał moją krzywdę, dać sobie tyle dobrego ile potrafimy. Skłamałbym gdybym powiedział, że jest między nami sielankowo, ale jest zdecydowanie mniej napięcia. Wydaje mi się, że tak działa prawda.
Podczas terapii doszło do rozwodu z moją byłą już żoną. Trudno mi jednoznacznie uznać to za zysk. To strata i zysk jednocześnie. Po stronie zysków widzę, że dostałem okazję rozwiąnąć się jako samodzielnie idący przez świat mężczyzna. Dało mi to inne, głębsze i
wydaje mi się, że bardziej odporne na życiowe zawieruchy poczucie własnej wartości. Dzięki MiM jestem we wspólnocie SLAA, z którą wiążę nadzieje na dalsze zdrowienie. Jestem głęboko wdzięczny Staszkowi, Radkowi oraz Adamowi za to, że pokazali mi inne życie i nauczyli jak utrzymywać się w nim na powierzchni. Wymagało to długiego i trudnego nurkowania, ale moim skromnym zdaniem warto 🙂
