Czy jestem seksoholikiem?

Czy jestem seksoholikiem? Teoretycznie odpowiedź jest prosta. Jeżeli robię coś, co zaczyna przynosić mi szkody w innych dziedzinach życia i staram się to ograniczyć to prawdopodobnie zaistniał tu mechanizm uzależnionego funkcjonowania.

Nie ma takiego uzależnienia jak seksoholizm według nauki i obecnie obowiązujących klasyfikacji chorób europejskich i amerykańskich. Te klasyfikację mówią o kompulsywnych zachowaniach związanych ze sferą seksualną. Kompulsywne to znaczy wymykające się spod kontroli. Jest jakiś bodziec i jest moja automatyczna, emocjonalno-nawykowa reakcja. I teraz warto się przyjrzeć czy moje przyzwyczajenia i nawyki dotyczące sfery seksualnej zaczynają mnie boleć. Czy robię coś mimo tego, że obiecałam sobie, że to ograniczę, albo całkowicie wyeliminuje. Czy nawykowo sięgam po zachowania z wachlarza zachowań seksualnych w sytuacjach kiedy się np. nudzę. Albo kiedy odczuwam stres, albo kiedy czuję się samotny, albo gdy po prostu mam ochotę poprawić sobie samopoczucie. Ten mechanizm nazywa się mechanizmem nałogowego regulowania uczuć. Czyli następuje automatyczne, odruchowe połączenie między samopoczuciem a chęcią uruchomienia się w zachowaniach przynoszących tymczasową ulgę.

Drugi ważny wskaźnik to ukrywanie. Zaczynam ukrywać moje zachowania przed innymi. I tłumaczę sobie to w różny sposób. Ale tak naprawdę wiem, że gdyby inni dowiedzieli się o nich to zauważyliby, że coś tu nie gra. Więc zrobię to kiedy nikt nie widzi, w ukryciu. Włączam telefon, wyszukuję w internecie treści ze sfery seksualnej, erotycznej i w ukryciu poprawiam sobie samopoczucie.

Tu pojawia się kolejny charakterystyczny objaw. Moje poczucie wartości zaczyna się obniżać w związku z tymi zachowaniami, oraz ich ukrywaniem. Wstydzę się tego. Gdzieś wewnętrznie wiem że to nie jest dobre. Ale wtedy uruchamia się kolejny mechanizm uzależnieniowy tzw. system iluzji i zaprzeczeń. Zaczynam minimalizować te przykre uczucia związane z kompulsywnymi zachowaniami. Zaczynam szukać potwierdzenia, że to naturalne, że masturbacja jest w porządku. Że każdy to robi. Potem sobie to racjonalizuję: przecież nie zdradzam. Jestem w porządku. Szukam w Internecie osób i treści które mi potwierdzają że wszystko jest ze mną w porządku. Natomiast moja zdrowa część, ta która jest strażnikiem wartości, w które wierzę coraz bardziej mi doskwiera i jestem w stałym wewnętrznym konflikcie. Jeżeli ktoś zwraca mi uwagę, że coś się ze mną dzieje zaczynam się denerwować, zaczynam im udowadniać że to z nimi coś jest nie w porządku. Zaczynam szukać przyczyny mojego dyskomfortu w świecie zewnętrznym, coraz bardziej od niego uciekając w kompulsywne zachowania. Bo to przecież wina pracy, partnera, partnerki, rodziców, historii rodzinnej, polityki, klimatu. Więc mam do tego prawo, należy mi się.

Coraz więcej czasu spędzam w przyjemnym świecie erotyki i seksu. Nawet jeżeli fizycznie tego nie robię to mój umysł bardzo często ucieka w kierunku wspomnień  z tym związanych, wyobrażeń. Jestem coraz bardziej nieobecny emocjonalnie. Nawet jeżeli jestem z moimi bliskimi to w myślach i uczuciach często mnie z nimi nie ma. Czuję ulgę kiedy mam pusty dom i mogę całkowicie poświęcić się mojej kompulsji. Często też życie seksualne w związku zaczyna zanikać, ponieważ mój partner ,partnerka nie są w stanie pobudzić mnie seksualnie tak jak cały internet pornografii. U niektórych zaczynają się zdrady, sex płatny. No bo przecież mi się należy. Bo to wina partnera, partnerki. U niektórych osób wiąże się to z podejmowaniem dużego ryzyka I z dużymi kosztami finansowymi.

Częste są też wzorce flirtowania na portalach erotycznych, towarzyskich. Gdzie samo pisanie z innymi osobami już podnosi samopoczucie. Odrywa nas od codziennej szarości. Tam mogę być kimś innym, kimś ciekawszym, wieść emocjonujące „życie”.

Nie potrafię już się cieszyć drobnymi przyjemnościami, takimi jak spacer, rozmowa z przyjaciółmi, ogród, kontakt z naturą. Potrzebuje mocniejszej porcji dopaminy ,żeby poczuć przyjemność.

Podsumowując: kompulsywne zachowania stają się podstawowym źródłem przyjemności w moim życiu. Zajmują  coraz więcej czasu i energii. Podejmowane próby ograniczenia ich i kontroli zawodzą. Moje ogólne samopoczucie pogarsza się. Jestem coraz bardziej  zdołowany, Żyję w dwóch światach. Jeden z nich pokazuję ludziom, drugi, kompulsywny, trzymam w ukryciu. I coraz bardziej staram się siebie przekonywać, wbrew wewnętrznym odczuciom, że moje życie jest w porządku, tylko świat się zmienia na gorsze.

Zapraszamy do kontaktu z naszą placówką właśnie w momentach, kiedy jeszcze się wahasz, kiedy zadajesz sobie to pytanie: „Czy jestem uzależniony?”, żeby to skonsultować. Im wcześniej tym lepiej. Naszym hasłem jest slogan: „Lepszy straszny koniec, niż strach bez końca.” Nie zawsze taka konsultacja musi zakończyć się diagnoza: seksoholizm. Ale im wcześniej zadam sobie to pytanie tym większe prawdopodobieństwo, że moje życie nie rozsypie się do końca i Nie wypracuję sobie stanu pełnoobjawowej depresji.

Przewijanie do góry