Świadectwo - Zyski z terapii 2


Kiedy przypomnie sobie siebie sprzed raptem dwóch lat - byłem innym człowiekiem. Brzmi jak slogan reklamowy, nigdy nie wierzyłem ze tak głebokie zmiany sa mozliwe, a jednak. To chyba moje pierwsze tak readykalne i swiadome doswiadczenie sterowanie soba i swoim zyciem.

Dwa lata temu dominował we mnie stan niepewnosci, napiecia, rozchwiania emocjonalnego. Albo byłem krolem swiata i podrywow, albo byłem zawiedziony soba, zawstydzony, bezradny wobec jakiegos wewnetrznego przymusu. Nie rozumiałem tego mechanizmu ale brnąłem w niego coraz głebiej. Stany ekstremalne: albo byłem max pobudzony, zdobywczy, sprawczy, na adrenalinie i dopaminie, albo w depresji. Dzisiaj mam w sobie spokój ducha. Szukam srodka, nie ekstremów. Lubie byc w zgodzie ze soba, miec satysfakcje z kazdego dobrze przezytego dnia i drobnych krokow. Kiedy cos mnie wyprowadza z rownowagi lubie sie zatrzymac na 10min, usiasc ze soba na ławce albo na kawie, albo na mojej ulubionej pufie w domu, ktora sobie sprawiłem rok temu na ta okazje. Czuje wtedy rozluznienie, mowie sobie: spokojnie, opanuj sie, duzy człowiek zajmie sie małym, nie trzeba nic w panice i pospiechu, swietnie sobie radzisz, lubimy sie nawzajem. Zobacz ile zbudowałes, jak jestes zadowolony z siebie. To mnie uspokaja i przywraca na własciwie tory. To mi pomaga nawet jak pojawia sie urcuhomienie - silny impuls, ktory jest jakas nadekrspesja, zakłoceniem, czyms nienaturalnym, pociagiem i zamieszaniem mysli.

Dzisiaj lubie sie cieszyc kazdym głupstwem: ze wstane rano i zrobie gimnastyke, czuje wtedy jak rusza elektrownia mojego ciała, miesni, czuje sie mocny i sprawczy, jak kiedys kiedy grałem w kosza i nie bałem sie fizycznych konfrontacji, w ogole coraz mniej zaczałem sie wtedy bac. Lubie czuc siłe w ramionach, bicepsach, podskokach, skłonach. Lubie czuc jak pracuje kazda partia miesni. Na koniec robie bieg w miejscu przez 5 min, czuje mocne nogi, czuje potem pot i zmecznie, lubie ten stan. Kiedys tez cwiczyłem w domu zeby byc jeszcze sprawniejszym graczem, skakac wyzej, wznosic sie ponad ziemie.

Lubie stawac przed lustrem zemczony i okiem wyobrazni widziec jak spuchły mi miesnie i całkiem niezle sie trzymam jak na moje czterdzieści kilka lat.

Lubie puszczac do gimnastyki, czyli od samego rana Szustaka. Słucham go takze w ciagu pod prysznicem i podczas robienia sniadania. Lubie jego radosc i energie w odcinkach szustej rano. Lubie jego mocny i głebboki ton przy analizowaniu biblii w odcinkach cnn albo nv. Kiedy zaczyna mowic o bezgranicznej miłosci jaka ma dla nas bog, o przykładach na to z historii biblijnych, czesto sie wzruszam, mam łzy w oczach. Czyli nie jestem sam, ktos ma dla mnie bezwarunkowa miłosc, inni sa podobnie zagubieni jak ja, nawet grzesznik Szustak o rownie wielkiej nieczystosci jak ja. A przy tym wyszedł z tunelu na swiatło, ma codziennie euforie na wiare, czuje sie bezpieczny, szczesliwy i zaopiekowany, ja tez moge sie tak czuc, jego entuzjazm mi sie udziela. Czuje sie czesto nakarmiony, czuje ze on jest przekaznikiem od pana boga, ze sam bog przez niego przemawia, mowi prosto do mnie, co mnie przepełnia szczesciem, spokojem i wzruszeniem. Zauważyłem ,że jak komuś o tym opowiadam, np mojej terapeutce to sie wzruszam na sama mysl. Co mnie tak wzrusza? Chyba to ze juz nie jestem sam, ze poczułem obecnosc boga w moim zyciu, jego łaski i to jak mnie wyratował ze złosci, frustracji, pogubienia, zazdrosci, złorzeczenia, depresji. To jest relacja miłosna. On mi daje zawsze i wszedzie, bez zawahania, wiem ze to zrodło jest wieczne, nigdy nie wyschnie, czuje sie szczesliwy i obdarowany. Kiedy tylko mam momenty złosci lub rozczarowania w ciagu dnia, praca, ludzmi, zwracam sie do boga w wewnetrznej modlitwie i zaraz moj stan sie odmienia. W chwile pojawia sie spokoj, dystans, harmonia. To jest niesamowite zjawisko, tak realne i nieznane mi wczesniej, a tak proste i czekajace na kazdego, w kazdym momencie.

Wrocmy jednak do rozkładu dnia, bo dopiero jestesmy przy poranku. Lubie robic sobie sniadanie i czerpie przyjemnosc z tego co jem. Dawniej nie zwracałem w ogole na to uwagi, myslałem ze tak jestem wychowany, wolałem jesc na miescie, kiedy ktos cos dla mnie przygotował. Teraz lubie sobie dogadzac, zrobic sałatke, albo cos ekstra, takze na zakupy.

Od pewnego czasu polubiłem znowu pracowac. Czyli lubie usiasc do pisania, czytania, opracowywania projektow. Lubie zatopic sie w inny swiat. Odmierzam sobie prace godzinami. Po kazdej godzinie czuje satysfkacje i nasycenie. Jestem zadowolony z siebie i doceniam sie za to. A jednoczesnie czuje sie madrzejszy i czuje ze odzyskuje kontakt ze soba. Tak jakbym sie przegladał w historiach ktore czytam lub pisze, jakbym siegał do głebin swojeo zycia. Tego juz dawno nie było. Praca mi sie kojarzyła z obowiazkami, probowałem je odwalic, zdziwiony ze mnie meczy moje tak fajne skadinad zajecie. Ludzie mowia ze mam zajebista prace bo zajmuje sie historiami o ludziach, dramaturgia, szukaniem jezyka sztuki, komunikacji. Pełna frajda, fantazja i nabieranie swiadomosci. Ale ja nie mogłem sie tym cieszyc, bo miałem ciagle zaległsoci, odwlekałem, wiec kazde zadanie było męką. Plus zaczynałem dzien od spojrzenia ledwie na czaty, portale z ogłoszeniami. Potem zmuszałem sie na chwile do pracy ale juz myslami byłem przy kolejnym grubszym kroku, zobacze przeciez zaraz co tam słychac na moich ulbionych stronach porno, na pewno tyle nowych filmików sie pojawiło, nie zdaze ich wszystkich obejrzec. Racjonalizoałem ze to mi tez potzrebne do pracy, wzbogacam swoja wiedze o swiecie i ludzaich.

Dzisiaj kiedy nie gonie za wrazeniami, frajde mi swprawia odkrywanie jak zyja normalni ludzie, jaka siłe w scenariuszach i filmach maja zwykłe sceny, proste emocje. Dawniej szukałem wrazen ekstremalnych bo tylko takie były w stanie mnie wyrwac z otepenia. W pracy lubie spotyakc sie z ludzmi. Lubie sie do nich usmiechac, dzielic entuzjazmem i miłoscia, odbierac podobne w zamian. Dzis wiem ze w kazdym człowieku mieszka bog i to jest ten rodzaj spotkania dla mnie. Czyli od kazdego moge dostac cos znaczacego, waznego, pocieszajacego. Dawniej patrzyłem na ludzi bardziej merkantylnie, nudzili mnie nudziarze, ci ktorzy opowiadali o domu i o dzieciach, raczej szukałem tych ktorzy moga mi pomoc w karierze.

Dzis lubei doswiadczac jak działa odpuszczanie zawisci, nie chowanie urazow, wybaczanie innym, bycie ponad złe emocje, jakie przonis natychmiastowe i cudowne efekty, dla nich i dla mnie. Zupełnie nowym doswiadzceniem jest tez dla mnie nie zostawanie w swojej głowie, nie odpływanie w swoje fobie, co inni mysla o mnie, albo co bedzie w pzryszłosci, jak on zaregauje i jak ja musze sie bronic, albo zycie przeszłoscia kiedy ktos mnie skrzywdził, albo tak mi sie wydawało. Ucze sie jak fajne jest bycie obecnym tu i teraz, bycie w pełnym kontakcie ze soba i innymi. Nie mam sie czego wstydzic, nie mam zadnych ciemnych spraw do ukrycia, staram sie nie kłamac, nie lawirowac. Jestem czysty, emanuje ta czystoscia i widze jak ludzi mi to oddaja. Zupełnie nowy rodzaj wymiany, ktory mi się podoba i mnie karmi.

Kiedy jednak wpadam w jakies złosci, kiedy ktos cos zawali, staram sie ujawniac wszystko co we mnie siedzi, mowie o swoich emocjach. Czuje ze schodze wtedy na ziemie, nie uwazam sie za kogos lepszego czy starszego, nieomylnego. Lubie siegac do swouch słabosci i je ujawniac z usmiechem, bo wtedy jakos lepiej łapie sie kontakt z innymi ludzmi.

No dobra, jestemy w połowie dnia. Teraz powrot z pracy. Przede wszystkim zmieniłem swoje przyzwyczajenia. Kieruje sie mysla Szustaka: wiecie co znaczy po hebrajsku nawrocic sie? Wcale nie nawrocic sie na wiare w boga. To znaczy po prostu: zmienic myslenie. O ludziach, o swiecie. Znalezc nowy sens. W mysl tego probuje inaczej zyc w miescie ktore niestety kojarzy mi sie głownie z zapitalaniem jak chomik w karuzeli, wyscigiem szczurow, moja rozpusta i cierpieniem. A wiec zmieniłem pare swoich przyzwyczajen. Od poltora roku nie jeżdze autem zeby mnie nie nosiło na wyskoki. Plus poznaje nowych ludzi, mam frajde ze jestem wieziony, mam 10-15 minut dla siebie, na poczytanie czegos, posłuchanie.

W lecie jezdze rowerem. Dbam o kondycje plus mam czas na przyjrzenie sie miastu na nowo, w rytmie slow. Słucham na słuchawkach szustaka albo muzyki, ktora jest rownie boksim dla mnie doswiadczeniem. Wracam do słuchania muzyki jak kiedys, z radoscia, wielu gatunków. Czesto sie przy tym wzruszam. W zimie zaczałem tez wracac z pracy na piechote, zeby sie rozruszac, plus miec 20 minut dla siebie. Zaczałem wtedy wiecej chodzic spacerem.

Wracajac do wracanai z pracy. Kiedys nie lubiłem wracac do domu zbyt wczesnie, nie zmeczony wrazeniami dnia, lub wrazeniami seksoholowymi. Mogłem wracac ok 20-21, kiedy juz sie zdołałem nasycic. Mowiłem sobie ze po pracy potzrebuje odreagowac i wyskoczyc do sauny, klubu, peep showu albo przed kompa. Dzis ucze sie na nowo jak fajnie jest wrocic wczesniej domu, bo to moja przestrzen i sa w niej moi bliscy. Lubie sie zobaczyc z zona i pogadac chwile o dniu. Czesto zaczynam od siadniecia razem na balkonie zeby spalic fajke sami we dwojke i pogadac. Lubie sie witac z moimi dziećmi. Lubie sie zainstalowac u nich w pokoju na pol godz, godzine i patrzec co robia, dsyretnie właczajac sie w rozmowy lub pytajac co tam u nich było dzisiaj. Kiedy wracam ok 18-19, starsze odrabia lekcje z mama. Lubie czasmi obok i ew sie powłaczac. Lubie miec swoje zadania ktore czasami mi zostawiaja. Np napisanie wypracowania na jakis temat, albo odpytanie zosi z roznych przedmiotów.

Młodsze jest czesto wtedy pozostawione sobie, bawi sie samo. Wiec lubie wparowywac do niego zebysmy cos porobili razem. Gramy w jakieś gry, kupujemy nowe, mamy swoje stałe, jak flagi, albo memory, albo inne. Spiewamy karaoke, tanczymy. Oglądamy sobie cos na video. Zacheciłem je do gry na gitarze, załatwiłem lekcje i cwiczymy razem. W lecie jezdzimy na rowerze na wyprawy wzdłuz rzeki, na polany, do knajp na cos egzotycznego. Prawie kazdego wieczora.

Lubie odwozic dzieciaki do szkoły i właczac sie w obowiazki. Widze z mozna z nich czeprac przyjemnosc. Szukam z nimi i z zona zzycia, bliskosci. W ostatnich latach zmieniło sie takze to ze jezdzimy sami na wakacje, wypady, weekendy. Nie potrzebuje juz towarzystwa jak wczesniej. Zawsze jezdzilismy ze znajomymi. Teraz z samymi dziećmi fajnie sie bawimy, czujemy sie swobodnie, poznajemy sie lepiej.

Najtrudniej mi odbudowac relacje z zoną. Ona od lat wini mnie za swoje nieudane zycie, zamyka sie, izoluje, chowa urazy. Rok temu na terapii par pani psycholog stwierdziła ze ma głębsze problemy i musi najpierw sobie pomoc zeby mozna było dalej pracowac. Niestety nie chce sobie pomoc od lat, rozmawiam z nia o tym od wielu lat. Czasem mam juz tego dosc i czuje ze nie wytrzymam dłuzej. Jest jedyna osoba ktora mnie ciagle hejtuje, podkopuje, ma pretensje. Teraz przejeły to moje dzieci, zwracaja si edo mnie jej słowami i jej nastaweniem. Bardzo to jest dla mnie przykre i dołujace.

Izolacja mojej zony, odrzucanie mnie, było bardzo wazna przyczyna mojego seksoholizmu. Szukania bliskosci i zrozumienia na zewnatrz. Bledne koło dla nas obojga.

Jednak w ostatnich miesiacach zmieniłem swoje nastawienie. Pod wpływem rozmow ze Stachem i nauk ewangelii. Przestałem ja krytykowac, oczekiwac zmiany, kłocic sie. Staram sie byc ponad tym. Staram sie ja otaczac miłoscia bo tylko miłosc moze cżłowieka zmienic. Widze poprawe, ale mysle ze jeszcze daleka droga przed nami. Ale jesli bog chce zebym dzielił sie jego łaskami z innymi, to byc moze to jest najwazniejszy adres, zaraz najtrudniejszy, wydaje sie ze niemozliwy. Moze moja rola jest przeproawdzic własnei moja zone przez wzburzone morze.

Probuje budowac od nowa relacje z innymi ludzmi. Dbam bardzo o przyjazn z C. Zawsze mam dla niego czas, dziele sie tez swoimi słabosciami. Wychodze do ludzi, poznaje ich na nowo, ale juz nie dla podrywu, albo dla korzysci. Zwyczajnie, dla drobnych zażyłosci. Zauwazyłem ze ludzie tak własnie buduja relacje i jest to fajne, nie trzeba wiele.

Kontakt ze znajomymi, albo chłopakami z grupy, nawet smsowy, wymiana kilku zdan, przynosi satysfkacje, poczucie wiezi, przyjemnosc. Tyle wsytarcza do tego zeby sobie poprawic nastroj i miec lepszy dzien. Działam wiec na krotka mete, myslac w perpsektywe kazdego dnia.

Odnawiam kontakt z moja mama. Przełomowy był wyjazd do niej na tydzień w majowke. Spojrzałem na nia inaczej, juz mnie tak nie denerwuje, koncza sie moje do niej pretensje. Patrze na nia dzis tu i teraz, jak na starsza osobe, z ktora łaczy mnie całe zycie i warto wykorzystac jeszcze kazdy dzien z nia.

Podstawowy zysk z terapii to uswiadomienie sobie jak działa moj nałog i jak dbac o zdrowe funkcjonowanie. Coraz bardziej zalezy mi na sobie. Nie nadwyrezam sie, lepiej rozpoznaje swoje potzreby i słabosci. Nie gonie za wrazeniami, znajomosciami, imprezami jak kiedys. Czesto nie chce mi sie zostawac na bankietach, czesto swiadomie wybiream ze nie ide na jakąś wazna impreze. Szkoda mi czasu i energi na small talki, brylowanie, wygłupy. Wiem tez ze to dla mnie neibezpieczne.

Zwolniłem z praca i projektami. Kiedys ciagnąłem pare projektow na raz, plus chałtury. Brak czasu na refleksje, byle tylko mniej rzeczy spieprzyc i zawalic w ciagu tygodnia. Dzis od dwóch lat zajmuje sie tylko jednym projektem, nie szukam innych. Chce sie skupic i miec wolniejsza głowe. Wydawało mi się ze nie utrzymam rodziny, a jednak okazało sie ze to mozliwe.

Nauczyłem sie stawiac granice i wczesnie reagowac. Podoba mi sie nowy zwyczaj ostrzegania dziewczyn ktore mi sie podobaja ze mam takie odchylenie ze łatwo sie oczarowuje i moge zaczac sie do niej slinic i ze nie panuje nad tym, i zeby mi dała znac jakby to sie działo. Szanuje ja i nie chce zamineic sie we flirtownisia, bo nic powaznego za tym nie stoi. Dziewczyny przyjmuja to ze zrozumieniem, czesto słysze ze jej to nie interesuje, wiec taka nadzieja była tylko w mojej chorej głowie. Lubie wtedy poczucie ulgi i wyczyszczenia relacji. Jestem bezpieczny. Nadal mozemy razem pracowac, smiac sie i poznawac.

Kiedy wychodze z imprez albo z relacji, nie czuje sie samotny, odrzucony, ze straciłem jakas okazje jak kiedys. Mysl ze cos mnie omija kiedys wpedzała mnie w przygnebienie. Dzisiaj czuje ulge i wiem ze mam cały wachlarz swoich spraw: moge poczytac, popisac, popracowac, cos obejrzezc, pobyc z rodzina. Moje zycie jakby sie wypełniło, mam do czego wracac. Wciaz mnie to zaskakuje ze wole spedzac czas w domu i z bliskimi znajomymi, nie czujac sie poza obiegiem. Wiem ze lepiej miec spokoj wewnetrzny, wtedy mam wiecej skupienia i swiatła, do zycia i do pracy.

Mam nadzieje ze za chwile własnie dzieki takiej redukcji, oczyszczeniu wroci mi tez chec do tworzenia własnych rzeczy, ktora wyparowała razem z nałogiem.

Tak jak nałog był moim sposobem na ukojenie i odreagowanie 12 letniego chłopca porzuconego przez matke, tak teraz probuje sie nim inaczej zaopiekowac. Jesli wroce do tworzenia, wymyslania swoich swiatow, snucia opowiesci, moze tym zajme i zaspokoje mojego 12 latka.

Wracajac do nałgowych zachowan. Pzrekonałem sie ze abstynencja jest darem spokoju ducha i bycia w zgodzie z soba. Magiczny stan. Chcę na niego zapracowac. Nie mysle juz o urchomieniach kazdego dnia. Dom stał sie na powrot bezpieczny, lubie byc sam i sie juz tego nie boje. Nei szukam porno, ani nie grzezne w necie. Coraz lepiej radze sobie z uruchomieniami. Odpycham je bo wiem ze to nie bedzie jeden niewinny raz. Wiem za kazde uruchomienie otwiera nowy ciag, bede tesknił za adrenalina i wrazeniami, wszystkie fantomy wracaja, jakbym otwierał puszke z pandora. Wiem ze jestem wtedy na siebie zły, wyprowadza mnie to z rownowagi, wprawia w złosc i przygnebienie. Poznałem to juz wielokrotnie i coraz mniej tego chce.

Kiedys myslałem ze nie pzrezyje straty zwiazanej z odcieciem seksoholika. Czym miałbym sie zajmowac, czym wypełnic pustke, poszukiwanie miłosci i wrazen, nadziei na spełnienie i bliskosc? To mnie trzymało przez półtora roku nawet w terapii na grupie. Na szczescie pustke wypełniłem nowymi relacjami, nowa wiezia z soba samym, a najwiekszy przełom i przyspieszenie nastapiło kiedy wszedł w moje zycie bog. W ciagu paru miesiecy pustka i złe emocje zaczęły sie zmieniac w jakies wciaz ulotne, ale jednak, poczucie wypełnienia, nowej nadziei, chec emanowania dobrem i miłoscia. No coz, mysle ze mam fajna przyszłosc przed soba, jestem jej ciekaw i mam wole zeby tam isc.

Nie potrafie wyrazic słowami swojej wdziecznosci Stachowi i wam chłopaki, za tak cudowne uzdrowienie. Za kazdym razem kiedy o tym mysle jestem wzruszony, wdzieczny, oszołomiony, szczesliwy.

Kontakt