Moja opowieść

Wychodzenie z seksoholizmu, wychodzenie z homoseksualizmu, powrót do normalności

 

Chciałbym podzielić się moją historią. Nie wiem od czego zacząć, może od tego że odkąd byłem małym chłopakiem przez ponad 20 lat seksoholizm kierował moim życiem, a od prawie 2 lat odzyskuję wolność i swoje życie.

 

Dom rodzinny, dystans emocjonalny i perfekcjonizm

Jako mały chłopak wychowywałem się w domu gdzie ojcu bardzo trudno przychodziło okazywanie uczuć, chwalenie za drobne osiągnięcia czy za cokolwiek innego. Nie było męskiej, bezinteresownej bliskości takiej jak uścisk czy po klepanie po ramieniu. Niestety mój tata zawsze miał z tym problem i można powiedzieć, że ma do tej pory. Ostatnio zacząłem nawet podejrzewać, że ma coś w rodzaju zespołu Aspergera i sam mógł nawet nie przewidzieć tego, że ja jako chłopak potrzebowałem bliskości, akceptacji czy po prostu jego emocjonalnej obecności i że w moim odbiorze był zimnym, krytycznym i zdystansowanym ojcem. Moja mama chyba zawsze uważała się za perfekcjonistkę i przelewała taką postawę na mnie od samego dzieciństwa. Poza tym, sama miała duże problemy w relacji z moim tatą, miała problemy alkoholowe, a w innych sytuacjach była często nadopiekuńcza względem mnie. Rodzice rzadko stawiali mi granice, często robiłem co chciałem, a z drugiej strony gdy chciałem zasłużyć na ich uwagę, głównie mamy, bo z taty uwagą to jak pisałem, w ogóle był duży problem, to musiałem coś osiągnąć, wykonać perfekcyjnie i najlepiej samodzielnie.

I tak chowałem się w domu, w którym miałem przekonanie, że trzeba wszystko robić idealnie, że nie będzie pochwał ani akceptacji za to kim jestem a tylko za to, co zrobię, że nie dostanę od mojego taty takiej afirmacji i bliskości, jakich bym chciał. I choć teraz wiem, że rodzice kochali mnie na swój sposób, to w dzieciństwie z jednej strony nie wytyczali mi żadnych granic w wielu moich zachowaniach, a z drugiej strony nie interesowali się moimi problemami, tym co czuję, że jest mi smutno, bo przecież to zakłóciłoby rodzinny perfekcjonizm. To wszystko wpłynęło na moje późniejsze postrzeganie siebie i innych ludzi.

 

Wypadek, ucieczka przed rówieśnikami i rozwój skłonności homoseksualnych

To wszystko skomplikował jeszcze wypadek, jaki miałem po zakończeniu drugiej klasy szkoły podstawowej, kiedy w nocy przez sen wypadłem z okna 7. piętra. I można powiedzieć, że stał się cud, ponieważ moje urazy ograniczyły się głównie do nóg i ręki. Niemniej bardzo długo byłem w szpitalu, a później miałem rehabilitację i nauczanie w domu przez rok czasu, przez co wypadłem z grupy rówieśników. Między innymi to spowodowało, że bałem się i nie lubiłem w-fu w szkole, nie chciałem grać w piłkę z chłopakami i powoli zacząłem się od nich odsuwać. Miałem wtedy około 10-11 lat i teraz widzę jak bardzo potrzebna mi była akceptacja ze strony rówieśników. Nauczyciele zaczęli mnie traktować bardziej ulgowo, moja mama coraz więcej rzeczy mi wybaczała, nie wymagając ode mnie pewnych elementarnych podstaw wychowania. Niestety nikt z nich nie wiedział przez co ja przechodzę i nikt ze mną o tym wtedy nie rozmawiał.

W wieku kilkunastu lat zacząłem interesować się osobami tej samej płci. Zaczęła fascynować mnie relacja między mężczyznami. Bardzo wcześnie jak na tamte czasy zacząłem korzystać z komputera, ponieważ miałem 13 lat i niestety miałem nieograniczony dostęp do internetu, a że często byłem sam w domu, to zacząłem szukać najróżniejszych rzeczy w internecie. Trafiłem na czat, gdzie rozmawiali faceci ze skłonnościami homoseksualnymi i zauważyłem, że takie rozmowy zaczęły mi się podobać. Bardzo szybko nawiązywałem relacje z mężczyznami, rozmawiałem na tematy, które mnie fascynowały, pociągały i co najważniejsze, a uświadomiłem to sobie dopiero po 20 latach, mogłem uciec od tego świata, od emocji których nie pozwalałem czuć w sobie oraz od trudności, które się pojawiały i zakłócały mój perfekcjonizm. Takie kontakty pozwalały mi również uciec od relacji z innymi chłopakami, które nie były przecież idealne, ale w moim odczuciu chyba musiały być i przez to często kończyłem je. Tak wiele fajnych relacji z kolegami z podwórka zbyt przedwcześnie zakończyłem. I choć znaliśmy się czasami wiele miesięcy czy lat i robiliśmy dużo ciekawych rzeczy, to jak teraz o nich wspominam, to pamiętam tylko rzeczy przykre, kiedy czułem się źle, kiedy ktoś mi powiedział coś przykrego i kiedy „musiałam” zakończyć tę relację. Myślę, że patrzyłam na relacje z chłopakami bardzo krytycznym i zimnym okiem mojego ojca. A kontakty na czacie były łatwe, niezobowiązujące i mogłem przebierać w wielu dostępnych osobach. Jednocześnie zacząłem utwierdzać chory obraz relacji między mężczyznami, oglądając filmy pornograficzne o treściach homoseksualnych i od tego czasu rozwój choroby zaczął bardzo postępować. Mój seksoholizm stał się dla mnie regulatorem napięć i ucieczką od trudnych emocji. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że uciekałem od emocji już mając 5, 6 lat, gdy poznałem masturbację. I ten sposób ”radzenia sobie” z emocjami poznałem wręcz doskonale, ponieważ towarzyszył mi przez 25 lat mojego życia. Przez większość tego czasu praktycznie co wieczór musiałem się uruchomić. Masturbacja i fantazjowanie pomagało mi uciec od wszystkiego czego nie rozumiałem, czego się bałem i czego się w dzieciństwie nie nauczyłem.

 

Poznanie żony - prawdziwy cud

Mając około 15 lat poznałem w szpitalu dziewczynę, która później została moją żoną i jest moim największym wsparciem i bratnią duszą od przeszło 20 lat.

Byliśmy wtedy oboje po operacji – ja na wydłużenie nogi ona na kręgosłup. Polubiliśmy się od samego początku i pamiętam do dziś, jak razem kuśtykaliśmy po korytarzach szpitalnych. Potem okazało się, że mieszkamy bardzo blisko siebie i że będziemy chodzić do tej samej szkoły średniej. Pierwsze wspólne wakacje spotykaliśmy się prawie codziennie przez wiele godzin i poznawaliśmy coraz lepiej. Rodziła się przyjaźń, która później przekształciła się w najpiękniejsze uczucie, jakiego mogłem doświadczyć w życiu – w miłość. I powiedziałem jej bardzo wiele o sobie przed ślubem. Moja narzeczona wiedziała o moich skłonnościach homoseksualnych, wiedziała również o moim uzależnieniu od pornografii i czatów internetowych z mężczyznami, a nawet dowiedziała się już o pierwszych kontaktach fizycznych z mężczyznami.

 

Dalszy rozwój choroby seksoholowej

Jak to niestety jest w każdym uzależnieniu, to pewne bodźce nie były już wystarczające, aby odreagowywać niechciane uczucia oraz aby otrzymywać tą samą porcję adrenaliny, która w miarę rozwoju choroby coraz bardziej mnie uzależniała i zniewalała. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że poza ucieczką od tego, co czuję i od tego kim naprawdę jestem, to uzależnienie powoduje fizyczne reakcje w mózgu – kiedy przyzwyczaimy mózg do pewnej ilości dopaminy, kiedy nieprzyjemne odrzucane stany w mózgu od dłuższego czasu regulujemy dostarczając kolejną porcję adrenaliny, to jest to silnie uzależniające nie tylko emocjonalnie ale i fizycznie. Dlatego jest to tak ciężkie do przerwania. Ale najpierw musiałem uświadomić sobie, że jestem seksoholikiem. Do tego etapu pozostało jeszcze wiele lat. Chcąc odczuwać coraz silniejsze bodźce, zacząłem spotykać się z mężczyznami. Myślę, że głód relacji z ojcem był silniejszy niż głód kontaktów z rówieśnikami i dlatego często były to osoby sporo starsze ode mnie, które w moich fantazjach zastępowały mi ojca. Niestety były to relacje chore i często oparte na seksie. I tak spotykałem się z wieloma różnymi mężczyznami Mimo że zazwyczaj po spotkaniach towarzyszył mi wielki ból, smutek, byłem pełen wyrzutów sumienia i wielkiej złości na siebie, to głód dopaminy i chęć odreagowania były silniejsze. Z jednej strony wchodziłem w wielomiesięczne relacje emocjonalne ze starszymi mężczyznami, a z drugiej strony odreagowywałem poprzez jednorazowe kontakty seksualne. Powodowało to we mnie tak wielkie poczucie wstydu, że nie dopuszczałem do tych tajemnic nawet mojej żony, która była i nadal jest moją najlepszą przyjaciółką. Co prawda wiedziała o moich skłonnościach, ale nie wiedziała o tym, co tak naprawdę przeżywam. Myślę, że ja sam do końca tego nie wiedziałem.

Od mniej więcej 20. roku życia jestem osobą bardzo religijną i nie ciężko sobie wyobrazić jaki to był dla mnie ból i rozdarcie gdy z jednej strony chciałem być perfekcyjnym mężem, ojcem, katolikiem, a z drugiej strony odreagowywałem w często haniebny dla mnie sposób, czasem ryzykując nawet swoje bezpieczeństwo, zdradzałem żonę, zdradzałem swoje ideały i wartości, których w dzieciństwie pragnąłem tak strzec. Gdy byłem chłopcem i mój tata patrzył na inne kobiety, to nie mogłem mu tego wybaczyć, że tak krzywdzi moją mamę, a później ja nie dość, że patrzyłem, to jeszcze miałem fizyczne kontakty z mężczyznami przez tyle lat będąc w związku małżeńskim. I tak miotałem się od uczucia kontrolowania swojego życia, częstego chodzenia do spowiedzi, a nawet moralizowania innych ludzi, przekonywania ich co jest złe a co dobre i dystansowania się od nich, gdy pojawiały się jakieś problemy, aż do uczucia silnego pragnienia „ucieczki”, odreagowania, jeżdżenia w niebezpieczne miejsca jak parki czy sauny, aby tylko uruchomić się, często z ledwo poznanym mężczyzną, którego imienia nawet czasem nie poznałem. Moje pragnienie kontrolowania wszystkiego w moim życiu spowodowało również, że miałem silny lęk przed chorobami wenerycznymi. I choć prawie zawsze starałem się uważać w trakcie kontaktów seksualnych, to mój lęk był tak ogromny, że dopiero po dwóch miesiącach, gdy zrobiłem kolejne badania mogłem odetchnąć z ulgą i uznać, że jestem zdrowy, że nie umrę na AIDS i nie zostawię mojej żony i dzieci samych na tym świecie. Zrobiłem chyba z 20-30 takich badań przez ten cały czas. Tak wiele się działo w moim życiu – wspaniały ślub, narodziny trójki moich ukochanych dzieci, założenie własnej firmy i wiele sukcesów w pracy. To wszystko powstrzymywało lub opóźniało rozwój choroby, ale tylko na krótki czas, by potem jeszcze silniej odreagować i spaść na większe dno. Zanim rozpocząłem proces zdrowienia, nie potrafiłem powstrzymać się od masturbacji na okres dłuższy niż kilka tygodni, a zazwyczaj masturbacja towarzyszyła mi prawie każdego dnia.

 

Rozwój mojej relacji z Bogiem

 

Jak pisałem wcześniej, około 19., 20. roku życia zacząłem poszukiwać Boga. Moi rodzice nie byli religijni, nie praktykowali swojej wiary, nie było zwyczaju wspólnego modlenia się przed posiłkiem, przed spaniem, zawsze miałem o to pretensje, że w moim przekonaniu zaniedbali ten obowiązek. O ile mniej cierpienia mogłoby być w moim życiu, gdy bym wcześniej poznał Boga. I pamiętam jak polemizowałem z moją jeszcze narzeczoną, że wiara nie jest mi do niczego potrzebna i że nie wiadomo czy to wszystko zdarzyło się naprawdę. Teraz widzę w tym jej nawracaniu mnie ogromny cud i działanie Boga w moim życiu. Gdy wróciłem do modlitwy, do kościoła, to zacząłem inaczej patrzeć na wiele spraw w moim życiu. Moja skłonność do dystansowania się od wszystkich uniemożliwiła mi wyzdrowienie całkowite w ten sposób. Nadal przez kilkanaście lat rozwijającej się relacji z Bogiem ja wciąż uruchamiałem się. Nie oznacza to, że Boga przy mnie nie było. Co prawda pamiętam, że modliłem się wielokrotnie, by zabrał ode mnie to brzemię, to chciałem żeby to zrobił na mój sposób w zaplanowanym przeze mnie czasie i tak jak ja to sobie wyobraziłem. Ja chciałem mieć kontrolę na moim wyzdrowieniem. Bóg tego wtedy nie zrobił, natomiast był ze mną zawsze po upadku, gdy cierpiałem, gdy wewnętrzny ból rozrywał moje serce, gdy nie potrafiłem sobie wybaczyć tego co robię. Bóg wtedy podczas modlitwy, adoracji czy spowiedzi wybaczał mi wielokrotnie, tulił mnie do siebie i zapewniał, że jestem kochany. Taki zupełnie inny obraz ojca niż miałem w dzieciństwie. Należałem do grupy wsparcia, jeździłem z żoną na rekolekcje i zawsze w tamtym czasie czułem się lepiej, czułem się spokojniejszy i zauważałem pewne istotne rzeczy w sobie i w innych. Niestety moja choroba już wcześniej nabrała bardzo dużego tempa i wydawało się niemożliwe, że kiedykolwiek to się zmieni i zacznę zdrowieć.

 

Przełom w chorobie i wyjście z ciemności

 

Było to niecałe 2 lata temu, kiedy znów wpadłem w ciąg, zdradzałem żonę z przypadkowymi osobami. Pamiętam jak wracałem, tuż po takim ekspresowym wręcz kontakcie fizycznym. Byłem wtedy jak cień samego siebie. Nie mówiłem o niczym żonie, ale ona chyba przeczuwała, że coś jest nie tak. Pamiętam jak modliła się do św. Rity o wstawiennictwo, o pomoc i wówczas znalazła w internecie informację o seksoholizmie. Dzięki temu dowiedzieliśmy się o możliwej terapii grupowej, o spotkaniach anonimowych seksoholików i o możliwej pracy nad sobą. Przez cały okres mojej choroby ja skupiałem się na skłonnościach homoseksualnych, zgłębiałem literaturę w tym temacie co z jednej strony oswajało mnie ze skłonnościami homoseksualnymi, ale z drugiej strony uniemożliwiało mi poznanie siebie jako zwykłego faceta, który po prostu jest chory. Należałem do grup wsparcia osób z podobnymi skłonnościami. Ciężko było mi wtedy uwierzyć, że mogę być seksoholikiem niezależnie od tego jakie są moje wzorce. Nie dowierzałem na początku temu wszystkiemu, ale było mi już tak źle, że postanowiłem spróbować. Zaczęło się od kilku indywidualnych spotkań z terapeutą, na których polecił mi przeczytanie książki „Od Nałogu Do Miłości” - Patricka Carnes. Wtedy rozpoczęła się moja wewnętrzna praca i przemiana. Myślę, że Bóg tak to zaplanował, że akurat wtedy mieliśmy wspólny wyjazd tylko we dwoje, bez dzieci. I długo jechaliśmy samochodem sami, a żona czytała tę książkę. Były tam opisy, które mocno mną wstrząsnęły. Zacząłem odczuwać silne fale różnych emocji, których nie odczuwałem od bardzo wielu lat. Zdobyłem się na odwagę, aby powiedzieć żonie o tym, że niewiele wcześniej po raz kolejny ją zdradziłem. Później na terapii i spotkaniach SA dowiedziałem się, że wiele ryzykowałem, że może było to przedwczesne i nieprzemyślane. Z drugiej strony wspólne czytanie tej lektury, bycie sam na sam było idealnym środowiskiem do przyznania się i wyrzucenia tego wszystkiego z ciemności, z ukrycia. Oczywiście oszczędziłem żonie szczegółów. I powiedzenie tego zrzuciło jakąś kurtynę, jakąś zasłonę z mojego życia, wyciągnęło od dawna skrywane „demony choroby” na światło dzienne. Zacząłem chodzić na terapię grupową, gdzie byłem z samymi heteroseksualnym mężczyznami. Na pierwszym takim spotkaniu powiedziałem o swoich skłonnościach, co było bardzo trudne, ale dzięki temu po raz drugi pozwoliło wyjść na światło dzienne mojemu uzależnieniu, mojemu problemowi, który skrywałem od tak wielu lat. Zniknęło poczucie wstydu, z jakim pozostawałem sam przez tak długo. I przyglądaliśmy się wspólnie w grupie, jak wielkich spustoszeń w moim życiu przez tyle lat dokonało uzależnienie. Zacząłem również chodzić na spotkania SA, na których zawsze przy przedstawianiu się mówimy o swoich wzorcach. I w ten sposób Bóg dokonał wielu cudów w moim życiu. Dzięki akceptacji innych ludzi, dzięki pomocy terapeutycznej i dzięki mojej własnej ciężkiej pracy, po tak długim czasie zachowania seksoholowe ustały. Przestałem się masturbować, przestałem wchodzić do internetu i rozmawiać z obcymi osobami i okres abstynencji trwa już ponad 21 miesięcy. 2 lata temu nigdy bym w to nie uwierzył, że ja mogę nie uruchamiać się, nie fantazjować, nie masturbować się przez dłużej niż tydzień czasu. To prawdziwy cud, którego Bóg dokonał w wybrany przez siebie sposób, w wybranym przez siebie momencie. Myślę, że cały czas go dokonuje poprzez terapię indywidualną.

Kolejne cudowne przemiany

Jak przestałam się uruchamiać zaczęły przychodzić do mnie emocje i potrzeby, których wcześniej nie zauważałem. Niecały rok temu rozpocząłem terapię indywidualną i dopiero teraz zaczynam zauważać potrzeby i pragnienia małego chłopaka, do których nie dawałem sobie żadnych praw wcześniej. W domu rodzinnym nie nauczono mnie, że aby coś zrobić można się pomylić, trzeba próbować, a rezultat może nie być idealny, a nawet zadowalający na początku. Ja tego nie wiedziałem, a przecież doświadczanie pomyłek, kłótni, niepowodzeń to też element naszego życia. I byłem bardzo surowy wobec jakichkolwiek swoich pomyłek, wobec błędów moich pracowników, wobec innego widzenia świata przez moją najstarszą córkę i wreszcie wobec skłonności homoseksualnych, które odczuwałem i nadal w jakimś stopniu odczuwam. Taki właśnie jestem ja, moje potrzeby, pragnienie, uczucia. Spoglądając teraz na moje życie, to nie zamieniłbym jednego dnia z wysoką adrenaliną ze spełnianymi fantazjami na jeden „szary” dzień teraz z moją rodziną, kiedy po prostu jesteśmy razem, kiedy gram z dziećmi w różne gry, kiedy jeździmy na wspólne wycieczki i jestem podczas nich obecny emocjonalnie, kiedy kochamy się z żoną bez przymusu i w naturalny sposób. Od tak dawna pragnąłem tego spokoju. Ta szamotanina, te sinusoidy, od ideału po samo dno, to mnie tak bardzo wykańczało. Nawet jak o tym teraz wspominam, to jest mi ciężko oddychać. Ale dawniej nie pozwalałem sobie czuć, mieć potrzeb. Gdy byłem zmęczony, to i tak więcej pracowałem, bo przecież można było zrobić coś lepiej, szybciej i więcej. Narzucałem sobie bardzo dużą presję wykonywania wszystkiego idealnie. I teraz jak na to patrzę, to konsekwencje niewykonania pewnych rzeczy w czasie lub z jakimikolwiek drobnymi błędami były dużo mniejsze niż moje wewnętrzne rozliczanie się z niewykonania planu. A mój kontroler dowalał mi za to, że czegoś nie zrobiłem lub przekonywał mnie, że jak ktoś myśli inaczej, to jest przeciwko mnie i należy się od niego odsunąć lub z kolei wmawiał mi, że jestem beznadziejny gdy znów upadłem na samo dno, gdy się uruchomiłem. Przecież miało być wszystko pod moją kontrolą...

Tak naprawdę dopiero uznanie mojej bezsilności oraz tego, że potrzebuję Boga i innych ludzi do tego, by wyzdrowieć były punktem zwrotnym w moim życiu, punktem zwrotnym w mojej chorobie. Teraz widzę, że pewne rzeczy, pewne miejsca, czy pewne sytuacje są po prostu dla mnie niebezpieczne i staram ich unikać, a jak już niezależnie od moich starań moje wzorce same mnie znajdą przez np. scenę homoseksualną w filmie, to staram się być dla siebie troskliwy i wyrozumiały. Ja tak po prostu mam. Gdy jestem zmęczony, to muszę odpocząć. Gdy jestem samotny i wraca to uczucie samotności z dzieciństwa, kiedy sam zacząłem odgradzać się od wszystkich, to teraz staram się do kogoś zadzwonić, porozmawiać, żeby nie być z tym sam. Gdy odczuwam nawet małą złość, to nie neguję jej, aby później musiała wywalić z dużym impetem, tylko staram się mówić o tym, co mi się nie podoba w sposób nie raniący innych ludzi. Staram się także rozumieć, że ktoś może zareagować w inny sposób niż ja to sobie zaplanowałem, że ktoś może nie odpisać od razu na mojego smsa, że nie musi spotkać się ze mną akurat w tym czasie, w którym ja bym tego chciał. To wszystko nie znaczy, że ta osoba działa przeciwko mnie, że chce mnie zranić, że muszę skończyć tę relację i znów zostać sam ze sobą. Relacje z innymi ludźmi bardzo się poprawiły, nareszcie dostrzegam również problemy innych . Bardzo się poprawiła relacja z moją żoną i dziećmi. Zauważam potrzeby mojej rodziny i chcę uczestniczyć w jej życiu. Nasz kontakt seksualny z żoną jest dużo lepszy i pełniejszy niż był kiedykolwiek. Jest taki czysty i piękny, jest dużo więcej bliskości fizycznej i duchowej między nami. Życie nie jest doskonałe, nie jest idealne i cieszę się, że teraz to dostrzegam i nie przeszkadza mi to.

Tak, jestem seksoholikiem i zawsze nim będę. Moimi wzorcami jest pornografia, masturbacja, czaty internetowe, zdrady małżeńskie, seks z przypadkowymi osobami i fantazjowanie. Jestem również bezsilny wobec swojego perfekcjonizmu, wobec swojego kontrolera/wymagacza. I będę to powtarzał do końca życia. Dzięki tej świadomości i uznaniu swojej bezsilności, po tylu latach odzyskałem swoje życie, odzyskałem siebie i za to jestem wdzięczny.

 

Zdrowiejący seksoholik

MiM na Youtube