Najważniejszym zyskiem z terapii jest to że większość czasu żyję bez żądzy seksualnej czy też innych kompulsji. Daje to mi poczucie stabilności i siły. Regularnie jadam posiłki, chodzę spać i budzę się jak „normalny” człowiek. W pracy zajmuje się głównie wykonywaniem pracy a nie prokrastynowaniem czy zabijaniem czasu w internetach. Mam przestrzeń by odkrywać swoje zainteresowania i pasje. Drobne przyjemności w życiu, cieszenie się nimi jest wprost czymś wspaniałym. Zwykła codzienność daje mi poczucie satysfakcji i spełnienia jakiego nigdy nie miałem. Czym dłużej zdrowieję tym moje poczucie wartości bardziej rośnie.

Dzięki terapii to jak chciałem by moje życie życie wyglądało staje się w reszcie rzeczywistością. Wcześniej było to nieosiągalne. Internetu i telewizji używam tylko gdy potrzebuję lub chcę, nie jest to kompulsywne. Nie zdarza mi się już coś takiego jak „nuda”. Spędzam czas konstruktywnie, realizując się w moim własnym, wolnym od iluzji i trzeźwym pomyśle na siebie i moje życie. Moja moc, sprawczość i pewność siebie ciągle rosną. Nikt nie jest w stanie mi tego odebrać, nawet ja sam. W trakcie terapii odkryłem, że chcę być trzeźwym dla siebie samego.

Ogromnej poprawie uległ mój związek z narzeczoną. Ponieważ wiem co czuję i nie wstydzę/boję się tych uczuć tak jak kiedyś to mogę mieć prawdziwą bliskość w związku. To głównie brak mojej dostępności emocjonalnej i zastygnięcie było powodem rozpoczęcia terapii. Nasz seks przestał być mechaniczny i techniczny z mojej strony. Po zbliżeniu czuję jeszcze większą bliskość i więź z Zosią. Żadne obiekty, fantazje czy pornografia nie są w stanie choćby w najmniejszym stopniu temu dorównać. Cieszę się towarzystwem mojej Zosi codziennie. Pamiętam jak kiedyś jednak była czasami przeszkodą w realizacji moich kompulsji.

Dzięki terapii otwieram się na innych. Czuję tęsknotę za ludźmi. Mam chęć i ciekawość posiadania znajomych. To dzięki temu że nareszcie mogę być szczerym ze sobą. Nie mam „śliskiej tajemnicy” do ukrycia przed światem. Życie jest radosną przygodą i nie ma przeszkód bym nie mógł się cieszyć towarzystwem innych ludzi. Jestem przecież fajną, ciekawą osobą : )

Dzięki terapii coraz bardziej akceptuje siebie, w szczególności swoją przeszłość. To że zostałem seksoholikiem to nie moja wina. Mam pełniejszy obraz tego co zadziało się w moim życiu i w jaki sposób znalazłem się tu gdzie jestem teraz. Wybaczyłem już dużo moich wyborów i działań (lub ich brak) w życiu, które mnie dręczyły. „Przetrwałem” życie tak jak po prostu umiałem. Teraz czuję że odniosłem prawdziwe zwycięstwo – wyszedłem z zaklętego kręgu chaosu i idę teraz torami uzdrowienia siebie.

Wiem też kto jest kim w mojej rodzinie. Przestałem być biernym trybikiem w ich chorych mechanizmach. Już nie czuję paraliżującego lęku by wyegzekwować swoje prawa wobec nich. Mam wpływ na to jak mają wyglądać moje relacje z nimi, w zgodzie z tym co czuję i jaki faktycznie jestem a nie jakim oczekują że będę. Ostatnio zacząłem odczuwać ze nie jestem już bezbronny i że nie mogą mnie tak łatwo dosięgnąć i skrzywdzić. Znam swoją wartość i siłę.
Ogólnie w życiu gdy napotykam problemy to staram się je po prostu rozwiązać. Konfrontacja z rzeczywistością jest lepszym pomysłem niż uciekanie w nałóg. Wychodzi mi to coraz lepiej. Gdy sam sobie z czymś nie radzę to szukam wsparcia innych. Nie jestem sam.
Nareszcie czuję wolność w byciu sobą! Lubię siebie, dlatego nie obwiniam się za moje błędy i porażki tak bardzo jak kiedyś. Staram się być miły dla siebie. Pozwalam sobie na trudne emocje. Nawet zacząłem trochę używać złości. To jest duży przełom.
Terapia skierowała mnie na właściwą ścieżkę w życiu. Drogę rozwoju, spełnienia i samorealizacji.

Już tak wiele osiągnąłem a jeszcze tyle przede mną, czyż to nie ekscytujące?

MiM na Youtube