Jestem z wykształcenia ekonomistą, stąd moje rozumienie zysku to porównanie przychodów (korzyści) do kosztów (wyrzeczeń). Bilans ten, na dzisiaj, widzę wyraźnie dodatnio tj. mam więcej korzyści niż strat.

Korzyści widzę w obszarze uczuć, samopoczucia, relacji z rodziną i duchowości. 

W sferze uczuciowej dostrzegłem i zaakceptowałem fakt, że uczucia to część mnie, i że to dar od Boga a nie słabość czy defekt osobowości. Kiedyś bardzo się bałem (np. oceny, porażki, wyzwań) i starałem się albo udawać że się nie boję, albo zagłuszać lęk poprzez masturbację i pornografię. Teraz nadal czuję lęk z tych samych powodów, ale już nie boję się go obnażyć wobec siebie.

Mam poczucie, ze mój poziom empatii i rozumienie moich uczuć i uczuć osób, z którymi obcuje, znacznie wzrósł. Czuję się dzięki temu spokojniejszy, też bardziej pewny siebie.

Relacje w domu uległy dużej poprawie. Mam bliski kontakt z dziećmi, czuję radość z tego, że jestem tatą. Lubię się bawić z Helą (starsza córka), układać razem listę piosenek na Spotify i tańczyć wymyślone układy. Lubię się ganiać z Helą i bawić w chowanego. Hela raz powiedziała podczas zabawy z innymi dziećmi, że "mój tata jest najlepszy w chowanego". Hela przychodzi do mnie z różnymi prośbami, też mówi mi o swoich smutkach i trudnościach gdy się posprzecza z koleżankami. Zauważyłem, że Hela nie ma poobgryzanych paznokci. Ja też już tego nie robię.

Janka ma to czego Hela w jej wieku nie miała - tatę, który co dzień się z nią wita o poranku i przytula na dobranoc, przewija pieluchy i umie się zaopiekować przez cały dzień. Janka lubi się przytulać. Ja też. Dużo się przytulamy.

Mam też lepsze relacje z ludźmi. Zyskałem przyjaciół i bezpieczne grono życzliwych mi osób. To moja "siatka" bezpieczeństwa. Czuję się zrozumiany i akceptowany na Grupie i na meetingach SA. Wiem, że w trudnych chwilach mogę liczyć na rozmowę. Często z tego korzystam. 

W relacjach zawodowych czuję więcej spokoju. Potrafię postawić granice, potrafię akceptować granice innych. Też umiem się obronić przed osobami łamiącymi moje granice. Mam teraz projekt, w którym dużo negocjuję. Kiedyś takie sytuacje rozwiązywałem kłamstwami, manipulacją. Potem się masturbowałem by rozładować stres i zagłuszyć sumienie. Obecnie mam abstynencje ponad 7 miesięcy od masturbacji.

Zdrowie fizyczne też mam dobre. Ostatnio robiłem sobie badania, które wyszły bardzo dobrze. Znacznie lepiej (cholesterol, cukier) niż 2 lata temu kiedy zaczynałem terapię. Dzisiaj przykładam więcej uwagi do ilości snu oraz regeneracji po wysiłku.

Po stronie kosztów, żyję z konsekwencjami rezygnacji z pracy w consultingu, zredukowania kontaktów z tatą, i ograniczenia dostępu do internetu.

Półtora roku temu odszedłem z firmy consultingowej. Była to praca moich marzeń. Zarabiałem dużo pieniędzy, chodziłem w garniturach, spotykałem się z zarządami spółek, miałem tzw. prestiż. Tyle że non-stop żyłem w stresie i grzałem jak narkoman masturbując się w toalecie. Odszedłem z tej pracy, w konsekwencji moje oszczędności są 1/4 tego co były, a nawet to co zostało zostało przejęte przez żonę. Ludzie już tak nie zapraszają mnie na lancze, do kontaktów na LinkedIn. Mimo to żyję i jestem w stanie wypracować wystarczająco pieniędzy by pokryć koszty życia mojej rodziny. Radzę sobie. Dzięki moim umiejętnościom, uczciwej pracy, wsparciu Moniki i życzliwych mi ludzi. Nie żałuję decyzji o odejściu z doradztwa strategicznego. Nie chcę wracać do tamtej pracy. Co będzie dalej z moją drogą zawodową tego dokładnie nie wiem. Ale nie jestem przerażony. Powierzam sprawę znalezienie właściwego dla mnie miejsca pracy w ręce Boga. Też zacząłem dużo rozmawiać o tym z Moniką. Wierzę, że coś właściwego znajdę.

W trakcie terapii, okryłem że mój tata i to co przeżyłem w domu pochodzeniowym, ma duży wpływ na mój perfekcjonizm, narcyzm i inne wady charakteru, które są częścią mojego uzależnienia. Dopiero gdy wyszedłem z domu i nabrałem fizycznego dystansu od taty, zacząłem otwierać oczy na moje własne potrzeby. Bardzo pragnę zaimponować tacie. Teraz wiem, że to jest moja pułapka życiowa. Pracuję nad tym by się oderwać od potrzeby zaimponowania tacie, lub innym autorytetom w których widzę mojego tatę.

W trakcie terapii moje więź z tatą ulega zmianie. Znacznie zredukowałem ilość czasu jaki z nim spędzam. Wycofałem się z wszystkich Spółek i projektów jakie wspólnie prowadziliśmy. Pozwoliłem sobie na gniew na tatę, za to że mnie bił, straszył karami za złe oceny, czy nieposłuszeństwo. Też przeżyłem chwilę oczyszczenia gdy zrozumiałem że mnie kocha, wtedy był młodym niedojrzałym i pogubionym chłopcem. Chciał mi dać wykształcenie i to co rozumiał że jest dla mnie dobre. Robił to tak jak to wtedy umiał. Niedawno, gdy tata dowiedział się od Moniki że jestem seksoholikiem - nie odrzucił mnie i dał mi tym samym do zrozumienia że mnie kocha. Było to dla mnie ważne. Jest mi dzisiaj łatwiej żyć samodzielnie, bez szukania aprobaty działań u taty czy innych autorytetów. Z tatą widzimy się rzadziej, w ogóle nie stykamy się na gruncie zawodowym. Tak jak jest, jest dobrze.

Musiałem też zrezygnować ze swobodnego dostępu do internetu. W telefonie w ogóle nie mam przeglądarek internetowych, na komputerze mam blokady. Efektywnie, nie korzystam z portali społecznościowych, gazet, czy portali on-line. Nie jestem na czasie z wiadomościami. Nie mogę też szybko dotrzeć do stron z negliżem. Odebrałem sobie tą "wolność". Nie żałuję, widzę że mogę żyć bez tego, co więcej, jest mi tak lepiej.

W podsumowaniu korzyści i wyrzeczeń, czuję wdzięczność bo widzę i czuję zyski. Nawet gdy nie jestem zupełnie ułożony z moimi obszarami życia, zyskiem dla mnie jest świadomość, że moje życie jest lepsze niż 2 lata temu i że wiem co robić by dalej zdrowieć. Przemawia do mnie to co słyszę w terapii, ze ważny jest postęp, krok po kroku, nie rewolucja.

- Andrzej, lat 35

MiM na Youtube